Twój najlepszy Koszmar

To twój najlepszy przyjaciel

Koszmary. W naszych genach na przestrzeni ewolucji została zapisana pewna instrukcja koszmaru. W czasach prehistorycznych człowiek ciągle musiał być czujny i gotowy do ucieczki, aby inne drapieżne zwierzęta go nie zjadły. Dlatego czasami nawiedzają nas koszmary, że "coś" nas goni. A my, albo się bronimy, albo zostajemy zabici. Po co są takie sny?, by zwiększyć adrenalinę?, by uświadomić nam konsekwencje braku obrony czy możliwości ucieczki. Wreszcie, aby przeprowadzić symulację problemu, który może nas spotkać. Nie żyjemy w czasach prehistorycznych, więc nie musimy uciekać przed zwierzyną. Pytanie jednak brzmi, jak obecnie w naszych czasach ewaluowały koszmary? W jaki mechanizm obrony? W obronie przed czym? Normalnie nie zadaję sobie takich pytań, ale mam pewien osobisty koszmar, który do mnie wraca i z czasem stał się moim najlepszym koszmarem. Jakkolwiek by to paradoksalnie nie brzmiało?

Człowiek ma w swojej zbiorowej podświadomości zakodowane pewne stałe symbole jak i koszmary.

To dlatego już nikogo nie zaskakują koszmary o wypadaniu zębów, spadaniu w przepaść, czy o nagłym zniknięciu ubrania w grupie ludzi, na których mamy zrobić wrażenie.

Sny pełnią wiele ciekawych ról. W moim przekonaniu potrafią nawet przewidywać przyszłość (być prorocze), co bywa nawet irytujące, gdy ta przyszłość staje się teraźniejszością. Brzmi to jak głos „a nie mówiłam. "Powinieneś odejść z tej pracy 4 miesiące wcześniej". Nienawidzę, gdy tak się dzieje.

Jednak nie będę o tym pisał. To, co opiszę, to moje osobiste doświadczenie z pewnym koszmarem, który pojawiał się w różnych momentach mojego życia.

Każdy ma swoje koszmary i osobiście wierzę, że są one powiązane z naszymi uniwersalnymi potrzebami, a raczej związane ze strachem, że ich nie będziemy mieli.

Według Antonie Robbinsa każdy człowiek ma 6 uniwersalnych potrzeb, ale tylko 4 z nich mają sens w kontekście koszmarów.
  • Pewność (zapewnienie, że jesteś wstanie uniknąć bólu i zdobywać przyjemności)
  • Różnorodność (brak schematów w życiu)
  • Znaczenie (poczucie bycie unikalnym i specjalnym oraz potrzebnym)
  • Kontakt i Miłość (silne uczucie bliskości w jakiekolwiek formie)
Jeśli ktoś ma długi, albo choruje to nie ma uczucia pewności. Być może kogoś szef straszy, że go zwolni..., albo być może nie wiemy co robić dalej, nie mamy planu na życie. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, jest więc koszmar. Koszmar najgorszego scenariusza.

Jeśli ktoś ma monotonne życie i czuje, że niewiele osiąga, to będzie to jego koszmarem. Brak osiągów, brak wygranej, brak sfery duchowej, konflikt z wewnętrznym dzieckiem, brak spełnionych marzeń. Wiek 30-40 lat  się zbliża a ty jeszcze niczego nie osiągnąłeś w życiu, w przeciwieństwie do tych panów i pań z gazet.

Jeśli ktoś nie czuje się unikatowy i wyjątkowy, to będzie jego koszmarem. Wszyscy przecież jesteśmy tacy sami i taki sam napis  będziemy mieć na swoim grobie. Nie jesteś specjalny i nie uratujesz świata. Nie jesteś gwiazdą, nie jesteś modelką/modelem i nie masz ciała na super konto w Instagramie. Twoja osobowość jest taka sama, jak wszystkich. Głupie studia, bezrobocie...myślisz, że jesteś wyjątkowy. Jesteś przeciętny.

A jeśli ktoś nie czuje kontaktu, albo boi się odrzucenia to...

To będzie miał koszmar taki jak ja. Chociaż jest to powiązane z innymi potrzebami, to fakt, że w czasach prehistorycznych brak akceptacji stada oznaczał śmierć.

To dlatego dzisiaj boimy się występować publicznie, bo przemawianie na tle swojego stada wiązało się z ryzykiem śmierci.

Jednak dopiero dzisiaj (26.02.2016) zrozumiałem głębszy sens swojego koszmaru, bo przeżyłem go jeszcze raz i tym razem już było wszystko dla mnie jasne.

Cofnijmy się jednak trochę w czasie.

Gimnazjum i wcześniej

Trudno powiedzieć czy ten koszmar o odrzuceniu nawiedzał mnie wcześniej, bo niewiele pamiętam ze swojej przeszłości.

Nie dostałem instrukcji obsługi, jak dobrze okazywać kontakty z drugim człowiekiem ponieważ moi rodzice się rozwiedli, gdy miałem 3-4 lata. Mam straszną alergię, gdy ktoś podnosi głos i nieważne czy jest to kobieta, czy facet.

A co było potem. No cóż przez swoich rówieśników byłem uznawany za dziwaka. Byłem dyslektykiem, mało sprytnym, co może mieć związek z tym, że zacząłem późno mówić.  Zapewne w wyniku rozwodowej atmosfery rodzinnej.

Byłem introwertykiem i byłem nieufny wobec ludzi ponieważ zazwyczaj w przeszłości chcieli wykorzystać moją naiwność i dobroduszność.

Nigdy nie wiedziałem czy kolega, z którym przez rok grałem w piłkę mnie nie wystawi i zrobi jakiś uprzykrzający żart na tle całej klasy.

Co więcej, pomimo tak młodego wieku niektórzy ludzie już wiedzą jak manipulować i wykorzystywać presję grupy, abyś robił coś wbrew swojej woli.

Było więc oczywiste, że moje koszmary będą powiązane z poczuciem braku przynależności do grupy. Poczuciem bycia oszukanym przez ludzi jak i nie przez cały świat.

Gimnazjum jest to okres, gdzie hormony zaczynają strzelać. Już w 6 klasie, pomimo tego iż wyglądałem jak chudy krasnal to miałem gruby głos Arnold Schwarzenegger.

Gimnazjum jest to także okres, w którym też niestety...chciałbym to "niestety" napisać bardzo grubą czcionką..., niestety przeżywałem swoja pierwszą miłość, która była platoniczna i była fantazją.

To była zdecydowanie fantazja, która nieźle poryła mnie od wewnątrz. Nie znam tej osoby. Nic o niej nie wiem, a jakiś program ewolucyjny odpalił się,  by wybrać jakiś obiekt ze swojego stada.

Wiedziałem, że to uczucie jest głupie, więc w związku z tym nic nie robiłem.

Oczywiście jednak koszmary musiały się pojawić o tym, jaki to jestem słaby, niemęski, nie zbyt piękny, niewygadany, niemądry by zasłużyć sobie na "miłość".

Mogę do niej podejść, ale co z tego. Co to zmieni. Co to udowodni.

To uczucie samo w sobie było bezużyteczne. Nieważne jak ta osoba wyglądała i jaką miała osobowość, to uczucie po prostu "było", ale nie miało żadnej głębi .

To poczucie było tylko formą tortury. Bezużyteczne, wszystko jest bezużyteczne.

Koszmary tylko przypomniały mi o tych torturach i wiedziałem, że cokolwiek  będzie mi się śniło w tym okresie, będzie to powiązane z uczuciem "odrzucenia".

Poczuciem zdrady i szyderczych uśmiechów kolegów.

Najgorszy koszmar był powiązany z 14 urodzinami, który chyba miał mi uświadomić, że ludzie są dla ciebie mili, tylko w tym jednym dniu, a potem wszystko wraca do codzienności. Nic dziwnego, że zazwyczaj życzę ludziom na Facebooku, by ich następny dzień po urodzinach był też przyjemny.  Takie wizje mogą nieźle ryć banię i mogą trzymać się dosyć długo.

Nie miałem wtedy rozwiązania na te koszmary. Nie wiedziałem po, co te koszmary są.

Co to ma być? To ma być mój strach. Rzeczywistość, czy fikcja? Czy przypominajka, jakie to mam nędzne życie.

Kurwa, dzięki ci boska podświadomości, za to że dzień się jeszcze nie zaczął, a ja mam ochotę wyskoczyć przez okno.

Po co są w ogóle koszmary?

W tamtym okresie znalazłem prosty sposób na koszmary, ale mało zdrowy. Zacząłem chodzić spać o 22:00 i wstawałem o 2:40, gdy akurat włączał się czas projekcji snów na poziomie świadomości. Korzystając z wolnego czasu uczyłem się do egzaminów by podnieść średnią ocen z 2.9 do 4.1, ale to inna historia.

W grudniu 2002 r. wysiadłem psychicznie z braku snu. Odbyłem wiec rozmowę z samym sobą, która zasiała ziarno siły.

Cokolwiek się stanie w rzeczywistości, czy w koszmarze, to wstanę i się podniosę. Przecież od tych wizji jeszcze nie umarłem.

Liceum i studia

W liceum ponieważ byłem już w innym środowisku, to te sny nie pojawiały się wcale. Natomiast zdarzały mi się problemy z zasypianiem, które były powiązane zapewne z moim maratonem spania po 4 godziny.

Miałem więc święty spokój.

Chociaż po mojej akcji z pierwszą miłością musiałem zadać sobie  pytanie "Czy zasługuję na miłość?".

Nie wyglądam przecież tak:


Kiepski FotoShop

Pytanie to z pewnego punktu widzenia jest błędnym założeniem samym w sobie.

Moje relacje  rodzinne jednak nigdy nie były poukładane, a dopiero w ostatnim roku w liceum zrozumiałem, że tym osobom mogę naprawdę zaufać i się otworzyć.

Mimo to moje urodziny zawsze wydawały się dziwnie.

Problem więc nie został rozwiązany, ale miałem spokój z koszmarami.

Na studiach jednak ten problem wrócił, ale to też był okres, w którym zacząłem się interesować świadomymi snami i wykorzystywaniem ich, nawet w sposób ezoteryczny.

Zaczynałem więc walczyć, gdy była okazja i zadawałem sobie pytania, co ten "schematyczny" koszmar związany z emocjami jak "odrzucenie", "odtrącenie", "brak miłości" może mi dać. Skoro on już jest, to co chcesz mnie nauczyć ty cholero.

No dawaj.

Boję się ludzi. Boję się ich reakcji. Ktoś mnie wyśmieje. Krzywo spojrzy. To już wiem, ale skoro po studiach wchodzę w dorosłe życie, to pora zmierzyć się z rzeczywistością.

Przestałem świadomie śnić i zacząłem świadomie żyć. Sprawdzając czy te wszystkie koszmary na temat odrzucenia rzeczywiście się sprawdzą.

Tak się nie stało, albo raczej nie było tak źle.

Warszawa i różne turbulencja w życiu Zmiana pracy i nowe życie

W tracie pobytu w Warszawie zdarzały mi się nawroty tego koszmaru. Jedna z okazji w 2013 roku nadarzyła się, gdy rozmawiałem z przyjaciółką i postanowiłem się trochę otworzyć.

Prawdopodobnie nie powinienem opowiadać jej o moich doświadczeniach  z czasu gimnazjum, bo moje neurony już zaczęły szaleć.

Przeżyłem więc te sytuacje jeszcze raz w koszmarze, ale tym razem ta osoba zaczęła się histerycznie śmiać z mojej opowieści z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Obudziłem się i pamiętam, że byłem zakłopotany dlaczego jestem w swoim łóżku. Byłem tak zakłopotany, bo pewna część mnie jeszcze myślała, że jest jeszcze obecna w tamtym pokoju.

Po pierwsze przypomniałem sobie jeszcze raz dokładnie to, co faktycznie się stało. Było to zdecydowanie bardziej pozytywne odczucie od tego, co sobie wyśniłem.

Po drugie "histeryczny śmiech" jakby to była kreskówka. W sumie to brzmi trochę jak dobry dowcip. Chyba mojej podświadomości kończą się pomysły.

Zasnąłem ponownie i następnego dnia pogadałem jeszcze z koleżanką upewniając się co  faktycznie wczoraj się stało.

Jakoś odetchnąłem z ulgą.

Wiedziałem, że to, co mi się śni jest tylko przerysowaną formą tego, czego naprawdę się boję, a nie tego, co faktycznie się dzieje.

Z koleżanką jesteśmy przyjaciółmi do dnia obecnego.

Listopad 2014 : największe armaty rodem z twojego piekła

Skończyłem studia. Zmieniłem pracę, w której musiałem pracować po godzinach.

To był etap w życiu, gdy w końcu mogłem żyć tak jak chcę..., ale co to znaczy. Nie mogłem przecież być wszędzie.

Teraz jestem odpowiedzialny za swoje życie, ale czy ja wiem co chcę osiągnąć i czy to zdobędę? Czegoś mi jeszcze brakuje.

Tej nocy miałem koszmar, który był wyrazem wszystkiego tego, co spotkało mnie w Warszawie i wcześniej.

Jakiekolwiek błędy w relacjach, które popełniłem teraz mnie zaatakują. Słowa będą zdeformowane i naginane tak, by mnie zniszczyć. Każdy moment, każdy gest, każde słowo zostanie rzucone na mnie.

Tyle się tego nagromadziło i czuję, że chce to ze mnie wyjść. Ten strach. Ten ból. Przyjąć formę i stanąć ze mną twarzą w twarz.

Wszystkie braki nagromadziły w 4 pieczęcie, które zostaną zaraz złamane. Oto one:
  • Odrzucenia
  • Niepewności
  • Nie unikalności
  • Nędznego rozwoju i braku osiągnięć w życiu
To będzie prawdziwy Armagedon.

Tak też było miałem koszmar, że jestem goły, nie mam pracy, nie mam pieniędzy, wszystkie moje przedmioty zostały spalone, wszyscy mnie nienawidzą, wszyscy się śmieją, nagle wszystkie dziewczyny, które przeszły przez moje życie kopią mnie i biją, rodzina patrzy bokiem, pada deszcz i jest zimno, i pies oraz kot, których nigdy nie miałem zdechły.

Myślę sobie to jest najgorszy scenariusz. To jest to odrzucenie. To jest to uczucie gorsze niż sama śmierć.

Jestem skulony w kącie i świeci na mnie niebiesko-fioletowe zimne światło.

Jest mi cholernie zimno.

Moje ciało jest pobite. Ledwo mogę chodzić...ale wstaję.

To wszystko. To wszystko.

Ma mnie przytłoczyć. Wstałem i krzyknąłem "DAWAJ KURWA"

"JA KONTRA CAŁY ŚWIAT".

...i się obudziłem. Mając twarz pełną łez i zaciśnięte pięści.

Ten sen był tak traumatyczny, że dwa tygodnie się po nim zbierałem.

Dziwnie wtedy patrzyłem na wszystkich ludzi, których mijałem. Chyba oni nie będą palić moich przedmiotów i mnie nie pobiją.

Chyba nikt mnie nie wyrzuci z pracy, z dnia na dzień.

Zapewne moje stare przyjaciółki nie będą deptać mnie słowami, które tylko ja sam sobie mógłbym powiedzieć.

Dla pewności też sprawdziłem ile pieniędzy mam na koncie. Tutaj też w porządku.

Dzwonię do rodziców i do wszystkich znajomych tutaj też w porządku.

Sprawdzam też, czy na pewno mam na sobie ubranie.

To jest prawdziwy świat.

Wszystko wydawało się takie dziwne.

Pojawiło się jednak też uczucie siły.

Gdyby naprawdę w moim życiu wszystko się zawaliło, to bym się podniósł?

(?)

Czy rzeczywiście mam tyle w sobie siły? To ziarno z gimnazjum może wykiełkowało w potężny bambus.

Sen w łagodniejszej formie jeszcze raz się powtórzył, ale miałem wtedy to poczucie siły i wiedziałem, że jest to tylko sen. Jest to tylko scenariusz filmowy, który odtwarzam w  głowie.

Nie było to przyjemnie, ale nagle zacząłem sobie przypominać sytuacje życiowe, w których wydawało mi się, że sięgałem dna...i wstawałem.

Już wstawałem tyle razy, że o tym zapomniałem .

25-26.02.2016 : Dzień w którym piszę ten wpis

Czuję złe wibracje. Koncentruję się pisząc kolejny wpis tym razem na blogu programistycznym.

Czuję, że jednak coś nadchodzi.

Moje myśli szaleją i wiem, że to znowu się zbliża. Idę więc spać i bo wiem co się wydarzy.

Manifestacje moich lęków zaraz będą mnie chciały zgnieść.

Wiem jednak jak to wygląda. Jaki to ma dźwięk. Jak to pachnie.

Słyszę zdeformowane słowa. Widzę zdarzenia, które nie miały nigdy miejsca.

Są one bolesne, ale fałszywe. Nieprawdziwe.

Skończyło się. To wszystko.

Czas na recenzję.

W skali piekielnie koszmarnych odczuć to było tylko 7 na 10.

Pukam więc do swojej podświadomości.


"Stefan przynajmniej byś się postarał i próbował mnie zgnieść czymś, co rzeczywiście miało miejsce". "Wiesz od 2015 roku tego trochę jest" "Ustaw to w kolejce i niech przyjdzie to do mnie po kolei"


Pokaż mi coś rzeczywistego. NO DAWAJ


"...możemy zacząć od tego, jak to mi mowa nie wyszła w..."


Obudziłem się i zacząłem płakać. Nie ma co trzymać tej nagromadzonej energii. Chyba trwałoby to tydzień.

Patrzę na zegarek jest 4:50 czyli druga faza REM lekkiego snu przed obudzeniem. Podświadomość jest jednak cwana i jeszcze praktyczna. Trzeba coś zjeść.

No cóż dzięki Stefan. W sumie to nazywanie ciebie "Stefanem" to wykazywanie trochę braku szacunku. Dzięki o wielko podświadomości.

Nie ma sensu być masochistą. Dosłownie powinienem przestać się torturować. Z czym ja tak naprawdę walczę?

No cóż dzięki jeszcze raz.

Być może właśnie tego potrzebowałem. Otarłem łzy. Usiadłem przed komputerem i napisałem 3 wpisy i ten właśnie wpis.

Wiedziałem, że moje sny czy koszmary nie przygotują mnie do kolejnych wyzwań z prawdziwego świata, ale przynajmniej wiem, że mam wewnętrzne zaufanie do siebie.

Nawet, gdyby cały świat był przeciwko mnie, to bym wstał.

Zdecydowanie dobrze mieć takie najlepsze koszmary. Zwłaszcza, że pisząc ten artykuł wybieram się do dentysty. Poniżej zamieszczam utwór który posłużył za inspiracje.


Cezary Walenciuk
Nazywam się Cezary Walenciuk. Pracuję w Warszawie przy różnych projektach webowych i mobilnych. Moim marzeniem jest pomaganie innym osobom, które zaczynają swoją przygodę z programowaniem. Jeśli chcesz mi pomóc użyj któregoś z przycisków na dole bądź dodaj komentarz.

blog comments powered by Disqus