Jak pogoń za szczęściem, odbiera nam Szczęście

Zwiększ jakość swojego życia

Jeśli starasz się być szczęśliwym, to nigdy nie będziesz. Wieczna gonitwa i obsesja na punkcie tego jednego stanu emocjonalnego powoduje wręcz odwrotne skutki. Ja byłem jedną z tych osób, które za bardzo starały się być szczęśliwe. W rezultacie tego zapomniałem, co tak naprawdę jest istotne.


Szczęście jak każdy inny stan emocjonalny, to nie jest coś, co można po prostu mieć. Jak przedmiot. Jak trofeum. Jak złoty medal..

Szczęście to nie magiczna nagroda

Pamiętam ten moment kiedy rzeczywiście coś "wygrałem", coś zdobyłem.

Uśmiechając się zastanawiałem się, czy to właśnie jest "szczęście"?, które sobie obiecałem. Czy jest do tego jakaś instrukcja obsługi? To jest ten moment?

Jak na ironie zdobyłem wtedy dwie nagrody za mowę "Kiedy będę szczęśliwy".

Wygrałem coś

Potem uczucie prysło i co gorsza dwa dni później dziewczyna i przyjaciółka zerwała ze mną przez Facebook-a. Musiałem się z tym pogodzić, że przez najbliższe tygodnie, jak nie miesiące, niestety nie będę z tego powodu szczęśliwy.

Czułem irytację, że nawet jeśli wygram ten wyścig do szczęścia w postaci nagrody, to długo to uczucie nie trwa. "Nagroda" sama w sobie nie rozwiązała magicznie moich problemów i sprawiła, że byłem w krainie kucyków do końca życia.

Nic dziwnego, że później w 2015 roku zacząłem kwestionować swoje marzenia. Nie było nic bardziej przerażającego w mojej głowie niż świadomość, że spełnienie marzeń nie będzie magicznym lekarstwem na wszystko.

Dużo jednak od tego czasu się zmieniło i zdałem sobie sprawę z prostej rzeczy.

Pewna siebie osoba nie zastanawia się jak być pewnym siebie i dlaczego nią jest.

Analogicznie. Szczęśliwa osoba nie powinna się zastanawiać dlaczego i jak bardzo jest szczęśliwa. Po prostu taka jest.

Szczęście nie jest zdobywane. Szczęście to skutek uboczny pewnych doświadczeń życiowych. Doświadczeń życiowych, które nie muszą być duże mogą być małe.

Jest to bardzo istotne ponieważ "szczęście" jest obecnie celem w samym sobie.

Co sprawia, że zapominamy o tym, że dążenie do celu wymaga bólu i poświęcenia? Co sprawia, że możemy się załamać ponieważ ten narkotyczny moment zwycięstwa trwa tak krótko, albo nie wygląda tak, jak tego oczekiwaliśmy, bo goniliśmy fantazję.

Szczęście, zdobądź go.

Zrób to. Kup to. Naucz się tego.

Szczęście to porostu ułożenie sobie życia w taki sposób, aby jego jakość dawała ci codziennie poczucie spełnienia, osiągnięcia.

Oczywiście istnieje wiele innych pułapek związanych z tą gonitwą za szczęściem.

Szczęście to nie to samo co bycie pozytywnym

Pamiętasz książkę sekret i ten wpis. Problem jest nieco podobny.

Istnieje duża szansa, że poznałeś kogoś, kto był zawsze zadowolony bez względu na to, co się w jego życiu działo.

Zaprzeczanie negatywnych emocji nie jest dobrym pomysłem. Udawanie, że nic się nie stało też nie jest dobrym pomysłem.

Wcześniej, czy później jakaś dysfunkcja emocjonalna się pojawi i ta osoba na pewno nie będzie szczęśliwa.

Deszcz się zdarza. Gówno na trawniku się zdarza. Coś może pójść nie tak...albo po prostu ty popełnisz błąd. Jesteśmy tylko ludźmi.

Błędy się pojawiają i negatywne emocje wraz z nimi.

Jak sobie radzić z negatywnymi emocjami.

Emocje negatywne najlepiej wyrażać w najbardziej zdrowy i akceptowalny przez społeczeństwo sposób, np. przez płacz lub tulenie się do najbliższych.

Wyraź swoją emocję według swoich wartości życiowych.

Jeśli chodzi o mnie to wiem, że płacz jest wyjątkowo odstresowujący i uzdrawiający, więc średnio raz na 4 miesiące zdarza mi się zapłakać, bo coś zrobiłem źle.

Ty czytelniku mógłbyś powiedzieć, ale Cezary mogłeś to zatrzymać w sobie...albo Cezary może powinieneś nie robić nic, to wtedy nie będzie powodów do płaczu.

Co ty Cezary?, taka beksa z ciebie.

Błędy są czasem skutkiem ubocznym dążenia do jakiś celów. Nie okłamuję ciebie, że moje życie i być może twoje życie nie jest takie idealne. Rzeczywiście raz na 4 miesiące coś w moim życiu dzieje się negatywnego i po prostu nie staram się tego tłumić w sobie.

(swoją drogą to znaczy, że następny płacz będę miał w lipcu - zaznaczę sobie datę w kalendarzu)

Tłumienie emocji ma sens tylko wtedy, gdy chcemy te emocje przetrzymać, bo są pewne negatywne konsekwencje społeczne lub boimy się, że zrobimy coś głupiego.

Sprawa więc może nie jest taka czarno-biała, ale wyrażenie swoich emocji nawet tych negatywnych wymaga ćwiczeń, swojej własnej filozofii życia i zasad, które nie każdemu mogą się podobać.

Ostatnio film "Inside Out" poruszył ten problem. Film ma jasny przekaz, że bycie zawsze "szczęśliwym" nie jest receptą na życie. Można mieć poważne problemy, jeśli nie nauczymy się w zdrowy sposób wyrażać swoich emocji. Ten film głównie skoncentrował się na smutku.

Inside Out

Z gniewem jest jednak podobnie. Staram się wyrażać swój gniew bez stosowania przemocy. Nasz świat byłby dziwnym miejscem, gdyby każdy rzucał się z pięściami na każdego. To też sztuka. Niezależnie, czy jesteś wściekły na siebie, czy na kogoś innego.

Istnieje duże grono ludzi, którzy wierzą w to, że trzeba być zawsze pozytywnym. Bo np. na konferencjach trzeba się uśmiechać nieważne, co by się w życiu nie działo. Prawda jest tak, że jeśli wydarzyło się coś w twoim życiu przykrego, jak np. śmierć przyjaciela, to nie powinieneś być na takiej konferencji w ogóle.

Szczęście to nie poczucie humoru

Cokolwiek złego nie stałoby się w twoim życiu, zawsze to możesz wyśmiać. Od czasu liceum opracowałem sobie wewnętrznego narratora, który potrafi opowiadać lepsze lub gorsze dowcipy na temat mojego życia.

Życie to nie serial. A tym bardziej serial komediowy. Miałem taki okres w życiu, gdy traktowałem wszystko jakby było sitkomem, ale nawet to na dłuższą metę się nie sprawdziło.

Układałem sobie dowcipy o tym jaki jestem dobry w wyrwaniu lasek, jaki to jestem punktualny w pracy i jak bardzo byłem zadowolony ze swojego życia.

Żarty o tym, jak twoja prawa ręka jest twoim najlepszym przyjacielem.

Żarty o tym, ile razy w swoim życiu wylądowałeś w strefie przyjaźni.

Żart o tym, jak dziewczyna zerwała z tobą bo nie chciałeś dodać statusu " w związku" na facebooku.

Żarty o tym, jak pewna dziewczyna na randce stwierdziła, że jest za gruba i się obraziła tylko dlatego, że zjadłeś 3 kawałki Pizzy a ona zjadła 5.

Tworzenie sobie narracji życia, jak z gry MAX PAYNE, by potem zrobić z tego mowę w Toastmasters.

  • Na zewnątrz robiło się coraz zimniej, zimniej niż w sercu diabła. Na ziemię sypał się lód, jakby niebo miało się zawalić. Wszyscy szukali schronienia oczekując rychłego końca świata. W metrze wcale nie było lepiej.

Naśmiewanie się z tego, jak na studiach, w liceum, w gimnazjum byłeś głupi i nie wiedziałeś jak życie wygląda.

A potem założyłeś damską perukę i kupiłeś sobie maski konia bo jesteś śmieszny.

Taniec masek

Przepraszam, ale te zdania powinienem napisać w pierwszej osobie. Mam nadzieje, że wczułeś się w moją narrację życia.

Opisałem właśnie dlaczego humorystyczne podejście do życia nie działa.

Nieważne jak dobre dowcipy sobie bym opowiadał. Musiałem się zmierzyć z faktem, że nie jestem szczęśliwy i robienie sobie z tego żartu trochę pomaga bo bagatelizuje problem, ale nie rozwiązuje głównego problemu.

A pod tymi dowcipami ukrywa się coś bardziej przerażającego i poważnego. Im bardziej sprawa jest poważna, tym coraz bardziej te dowcipy brzmią jak:
  • wołanie o pomoc,
  • prośbę akceptacji
  • i masochistyczny rytuał.
Tak samo nieważne ile byś obejrzał filmów i seriali z bohaterami nieudacznikami, ostatecznie nie poczujesz się lepiej bo oglądasz fantazję, a nie swój świat.

Wiem chciałbyś być śmieszny jak DeadPool albo Spider-Man ale życie nie działa w taki sposób.

Humor rzeczywiście pomaga. Humor tworzy relację z tobą i widownią lub ze znajomymi, ale nie jest źródłem szczęścia. To tylko kolejne zaprzeczenie.

Humor jest jednak wspaniałym gestem leczniczym, ale to za mało.

Szczęście to nie obniżanie swoich wymagań

Bardzo popularny przekaz. Szczęście to obniżanie swoich wymagań. 

Bo ta generacja w przeciwieństwie do poprzedniej ma za duże wymagania, co do życia.

Wszyscy z powodu Facebooka jesteśmy narcyzami. Co mi przypomina, że powinienem umieścić ten wpis. Ciekawe ile like-ów zdobędę. (Kochacie mnie :*)

Każdy jest unikatowym płatkiem śniegu, który zmienia świat. Każdy na swoimi Facebooku krzyczy, jak ma zajebiste życie, nie takie jak nasze... i zastanawiam się kim my jesteśmy na tle tych osób. O co ja walczę !!!!

What I am fighting for !!!

Zmarnowaliśmy swoje życia

A i tak przy okazji mamy dopiero 20-30 lat. W sumie to mając 19 lat czułem, że zmarnowałem już swoje całe życie. To uczucie więc jest dziwne.

UnderTale

Według tej zasady.

By być szczęśliwym wystarczy zaakceptować to, że nasze życie będzie tylko dobre, a nie zajebiste i będzie dobrze.

Sprawa nie jest jednak, aż taka prosta. Nie chodzi o obniżanie swoich progów.

Tutaj nie chodzi o to byś nie walczył o duże marzenia i nie ryzykował, bo możesz być smutny jak się nie uda (straszne).

W swoim życiu miałem wiele doświadczeń, które były bardzo ryzykowne i szalone. Czy te doświadczenia zakończyły się sukcesem?

...

........

..................

Nie.

Dzisiaj jednak jestem szczęśliwszy ponieważ nie zadaję sobie pytania, co gdyby?

Co gdyby?

A teraz wiem, co się kryło za tym, "co gdyby?", umiem bardziej docenić to, co mam, zamiast się zastanawiać nad tym, co mógłbym mieć. Czułbym się "przegrany" bo nie miałem jaj, by zrobić coś według swoich zasad, nawet jeśli okazały się one niewypałem.

Ludzie na łożu śmierci bardziej żałują tego, czego nie zrobili, niż tego co zrobili.

Obniżanie wiec swoich standardów, by być szczęśliwym nie jest takim dobrym pomysłem.

Szczęście polega na tym by walczyć o to, czego chcemy, nawet jeśli jest to porażką. Bo ta porażka czegoś nas uczy i staje się kolejną cegłą do budowania budynku naszego szczęścia.

A z drugiej strony z każdą cegłą doświadczenia dowiadujemy się czego chcemy w życiu.

A co jeśli rzeczywiście ustawiłeś sobie za wysoko poprzeczkę. Tak wysoko, że dosięga słońca.

Jeśli myślałeś, że zaraz po studiach będziesz zarabiał 5000 zł, to przykro mi, ale rzeczywiście twoje standardy sukcesu popierdoliły ci system wartości z prawdziwym światem. Czy to źle?

W sumie nie, bo może właśnie otrzymałeś najlepszą lekcję życia, że do bycia szczęśliwym nie musisz, aż tyle zarabiać..., albo co więcej nauczysz się, że jeśli tak bardzo tego chcesz, to będzie ci do tego potrzebny ból i wysiłek.

Szczęście nie polega na tym abyś zarabiał 1000 zł i to zaakceptował. Tylko na tym, abyś walczył by zarabiać 2000 zł, a potem 3000 zł, a potem 5000 zł.


Podnoszenie swoich wymagań to normalny proces. Obniżanie ich nie daje sukcesu i nie zwiększa jakości życia.

Masz duże wymagania? Masz szalone pomysły? Boisz się zadawać sobie pytań co, by było, gdyby?

Odważ się i naucz się najlepszej lekcji życia. A potem z tego gówna na swoim trawniku posiej super drzewko.

Szczęście to nie prymitywne przyjemności

Jak nie ma szczęścia, to najlepiej go szukać w formie prostych przyjemności.

Czekolada, seks, porno, gry komputerowe, wódka, chipsy, telewizja, internet i znowu porno albo seks.

Przyjemności. Proste przyjemności są wspaniałe, ale to nie to samo co szczęście.

Przyjemności są połączone z uczuciem szczęścia, ale nie są ich powodem.

Może masz fantazję, że grasz w grę na telewizorze 4K, równocześnie pijąc wódkę, a na dole dziewczyna robi ci loda. Czy to jest jednak szczęście?

Szczęście - ktoś mógłby powiedzieć, że jest tylko stanem umysłu w naszej głowie. Chemiczny stan, by go osiągnąć wystarczy tylko wsiąść parę dropsów i wszystko będzie dobrze.

Zapytaj narkomana, czy to jest właśnie sposób na szczęście?

Zapytań gwiazdy rocka, czy gwiazdy Hollywood, czy osiągnęli "szczęście", gdy kokaina była na stole w sali pełnej gołych modelek.

Przyjemności są dobre, ale nie dają trwającej na dłużej satysfakcji.

Wiele gwiazd skupia się na dobrach materialnych i na prostych przyjemnościach . W rezultacie nasze ikony pop kultury stały się w którymś momencie kariery mniej stabilne emocjonalnie.

Osoby, które mylą przyjemności ze szczęściem mogą nawet popełnić samobójstwo. Te osoby będą przerażone, że to nie daje szczęścia i co gorsza jak wszystko inne ma swoje skutki uboczne.

Gama przyjemności jest ograniczona i wielka depresja się pojawi, gdy człowiek powie sobie "To wszystko, co ten wszechświat i moje ciało jest w stanie mi zaoferować?".

"Jeśli nawet kosmitki nie mają tak ciasnych dziurek...to"

"Po co żyć?"

Na szczęście istnieje coś lepszego, ale to parę punktów niżej w tym artykule.

Szczęście to nie materialne przedmioty

Oho tutaj chyba napiszę oddzielny artykuł. O marzeniach w formie przedmiotów, które chciałem mieć od dziecka. Dały mi one cenną lekcję życia.

Szczęście to nie jest coś wewnątrz ciebie

Miałem taki etap w życiu na studiach inżynierskich, że bawiłem się w medytacje i w świadome sny.

Wierzyłem, że jeśli nie jestem w stanie rozwiązać swoich problemów w rzeczywistości, to zawsze mogę je rozwiązać w swojej głowie.

A od głowy przecież wszystko się zaczyna. Wiecie wystarczy mieć świadome sny z gołymi laskami i będę szczęśliwy. (nie udawaj, że nie próbowałeś)

Wystarczy, że dogadam się w swoich snach ze swoim Cieniem (złym bliźniakiem) , Animą (tą wrażliwą stroną) i wewnętrznym dzieckiem (ten co wszystko wymyślił) i wszystko będzie dobrze.

Niestety znajdowanie "szczęścia w sobie" poprzez naukowe metody bądź ezoteryczne nie jest rozwiązaniem.

Po roku przestałem bo stwierdziłem, że to coraz bardziej ryje mi banię i nie będę ukrywał uciekałem od rzeczywistego świata, który jest przecież źródłem moich problemów.

Chociaż ta przygoda mnie nauczyła, że dobrze jest pogadać z wyższą górą, czyli podświadomością kiedy nie wiesz, co masz robić w życiu....ale

Żadna magiczna hipnoza, medytacja, świadome sny nie dadzą szczęścia, jeśli nie będziemy integrować się z rzeczywistym światem i walczyć.

Po tej przygodzie stwierdziłem, że szczęście nie jest w nas, a ja sam dla siebie nie jestem magicznym eliksirem.

Dlaczego tak jest?

Bo szczęście to dążenie do tego "co może być w nas" i dawanie tego czegoś "może" dla rzeczywistego świata i dla innych ludzi.

A potem wysiłki do tego "może" zaczynasz doceniać i dają ci kopa każdego dnia. Bo wiesz, że żyjesz najlepiej jak możesz.

Szczęście to jakość życia i stawanie się swoja najlepszą wersją

Kiedyś nie potrafiłem sobie wyobrazić swojego uśmiechu i wiele osób się zastanawiało, czy nie jestem smerfem marudą. Wszystko w moim życiu wydawało się bezużyteczne. Dopiero później zacząłem walczyć chociażby o to, by każdy głupi błąd w moim życiu miał sens i znaczenie.

Cele? Moje cele zawsze były absurdalne. Człowiek, który boi się kupować bułki w sklepie zostanie mówcą? Człowiek, który jest dyslektykiem będzie pisać blogi? A programowanie to ciągłe wyzwanie, bo co chwilę pojawia się nowa technologia.

Z punktu widzenia obecnego siebie widzę jak wielkie to były decyzje. Maraton jest ciężko rozpocząć, gdy wiesz, że jest on długi, albo co gorsza może się nie zakończyć sukcesem...ale czy to, tak naprawdę ważne.

Wydaje ci się, że jesteś na samym dnie, ale chcesz spróbować bo co masz do stracenia.

A sam maraton oczywiście nie jest przyjemny. Ktoś ciebie odrzuci, coś głupiego powiesz, albo po prostu ci nie wyjdzie. Pojawiają się w głowie pytania "po co to?"

Jaki sens tego maratonu skoro jest w nim ból? Może lepiej siedzieć samem w pokoju i nic nie robić (miałem taki etap w życiu)

No cóż w tym cudzie życia dzieje się coś naprawdę niesamowitego, gdy przejdziemy przez te zdarzenia, w których odczuwamy ból, walkę, a nawet złość i rozpacz.

Pokazaliśmy kto ma władzę nad naszym życiem. Jeśli upadliśmy to wstajemy i idziemy dalej.

Nie poddaliśmy się tym emocjom, tym zdarzeniom więc znikają one za mgłą.

Co więcej wiesz ile jesteś w stanie znieść, by zdobyć to, czego chcesz. Pomyśl jak to dobrze obudzić się z taką myślą.

Dlaczego tak się dzieje?

Życie składa się z mało przyjemnych aktywności, ale to właśnie one pozwalają nam ukształtować swoje lepsze ja. Dążenie do spełniania swojej wizji lepszego siebie daje nam szczęście, bez względu na to, ile bólu i poświęcenia musieliśmy przejść.

Bez względu na to, jakie zdarzenie losowe stanie na twojej drodze, jeśli masz poukładane w głowie swoje cele i zasady, to szybko wrócisz na właściwy tor.

Czy to nie jest wspaniałe.

Końcowe rezultaty nie definiują nas jako ludzi, tylko wszystkie doświadczenia jakie przeżyliśmy. To nie ukończenie wyścigu daje nam radość, tylko osiąganie kolejnych długoterminowych celów. Świadomość tego, ile rzeczy musiałeś przejść by być tutaj.

Moje życie się zmieniło, gdy zacząłem sobie stawiać cele, chociaż one nawet dzisiaj są szalone. Istnieje jednak szansa, że gdzieś w alternatywnym wszechświecie w 2011 r., albo 2007 r., albo nawet dziś poddałem się, bo uznałem, że jedyną formą szczęścia jest nic nie robienie.

Szczęście to nie nic nie robienie

Jeśli nie chcesz niczego przegrać, to nie graj w tę grę? Jest jednak przeciwnie. Bo możesz tylko wygrać, jeśli zaczniesz grać.

Twoje najlepsze ja jest obecnie z tobą i o jeden krok do przodu

Bycie idealnym sobą też nie jest celem, który może zostać definitywnie ukończony. Jednak czym ty teraz jesteś w stosunku do swoich poprzednich wysiłków.

Pogoń za szczęściem nie daje szczęścia ponieważ to tworzy stwierdzenie, że obecnie go "nie masz".

Definiujesz właśnie to, że w tym momencie tu i teraz nie jesteś najlepszą wersją siebie, mimo swojego przeszłego wysiłku i bólu.

Nie umiesz docenić tego, co już zrobiłeś by być lepszym, nawet jeśli jest to coś małego. Tylko ciągle się katujesz marchewką na kijku, która nie przybliża się do ciebie ani o krok...i jak tutaj się motywować do biegu w tym maratonie.

(Nic dziwnego, że w czerwcu 2015 miałem krach na giełdzie swoich marzeń, ale za to jestem mądrzejszy).

A tak naprawdę codziennie staram się żyć najlepiej jak mogę i to jest właśnie szczęście. Okaż więcej szacunek do samego siebie.

Zawsze będzie ta jeszcze jedna rzecz do zrobienia do bycia szczęśliwym, ale trzeb znaleźć ten stan zen, gdzie twoje najlepsze ja jest obecnie z tobą i o jeden krok do przodu.

Zrozumiałem to, gdy sprzątałem trzy tygodnie temu swoje biurko w pracy i zobaczyłem notatki z kwietnia 2015 roku, w których dokładnie opisałem jak nowa szata na blogu ma wyglądać i tak rzeczywiście obecnie wygląda. W listopadzie 2015 zrobiłem to, pomimo iż miałem wiele wymówek by to odłożyć.

Gdy trzymałem te kartki papieru poczułem się jak zwycięzca, a już przecież o tym zapomniałem bo mam 100 innych rzeczy do zrobienia. Kursy programistyczne same się nie napiszą.

Czy jednak szczęście nie polega na świadomości tego, że żyjesz zgodnie ze swoimi zasadami? Masz zaufanie do siebie bo dążysz do długoterminowych szalonych celów, które posuwasz o jeden krok do przodu.

Jaka jest więc najlepsza rada? Znajdź wielki cel i zrób coś...jakiś...pierwszy krok...A potem każda twoja następna wersja ciebie będzie wiedziała co robić dalej.

Prosta akcja ruchu zmieni twoje samopoczucie. Nie fantazjuj o szczytach góry i nie stawiaj sobie marchewki na kiju.

Żyj najlepiej jak możesz i przestań gonić za szczęściem bo już go masz.
Cezary Walenciuk
Nazywam się Cezary Walenciuk. Pracuję w Warszawie przy różnych projektach webowych i mobilnych. Moim marzeniem jest pomaganie innym osobom, które zaczynają swoją przygodę z programowaniem. Jeśli chcesz mi pomóc użyj któregoś z przycisków na dole bądź dodaj komentarz.

blog comments powered by Disqus