Gdy słowa poza scena Łamią

Weź odpowiedzialność za następny ruch

Zrobiłeś prezentację i sam dobrze wiesz, że fatalnie ci poszło. Można znaleźć wiele wymówek dlaczego tak się stało, ale najgorsze są ... słowa, które mogą na ciebie czekać poza sceną. Takich momentów miałem wiele. Pojawiła się jednak jedna sytuacja, jedno zdanie, które odebrało mi radość z przemawiania. Co ciekawe nie zdarzyło się to w głośnym barze. Nie zdarzyło się to na sali wykładowej pełnej studentów. Nie zdarzyło się to na profesjonalnej konferencji. Zdarzyło się to na scenie ToastMaster w klubie, gdzie każda ocena stara się być informacją zwrotną, ta jednak taką nie była. Magiczne zdania padło, a ja potem nie mogłem poradzić sobie z tym ciężarem więc wypisałem się z klubu


To był jeden z trzech klubów, to nie był taki duży problem. Bez wątpienia jednak na tamtej scenie czułem dyskomfort. Nawet uczestnictwo w spotkaniach jako gość przypominało mi o tym uczuciu.

Nadszedł jednak czas, aby coś z tym zrobić zwłaszcza, że słyszałem gorsze słowa na swój temat..

Zacznijmy jednak od początku

Jest sierpień 2015

W pracy mam ciężki projekt i naprawdę nie mam czasu przemawiać. Wciąż czułem niesmak po innej mowie, którą zrobiłem na pałę, bo rok Toastmasterowy się kończy.

Moje przygody na scenie w innych miejscach też nie napawały mnie optymizmem.

Otrzymałem jednak telefon, by zrobić mowę zaawansowaną. Podręczniki do mnie jeszcze nie dotarły. Ja nie mam czasu i nastroju do pisania mowy, ale co tam zawsze mogę zrobić to na pałę.

Nie wiedziałem jednak, że to na pałę da mi takiego kopniaka w twarz.

Miałem dwie godziny by napisać jakiś storytelling, czyli historię wiec machnąłem jakieś słowa i coś z tego wyszło.

Nadchodzi dzień tej mowy

Miałem ciężki dzień w pracy. Czułem też inne ciężary na swoich plecach. Przemawianie to ostatnia rzecz, którą chciałem zrobić.

Sama mowa wiem, że jest beznadziejna..., ale przecież to jest ToastMaster, co może pójść nie tak. Zawsze lepiej wygłosić mowę niż jej nie wygłosić.

Co może pójść nie tak?

Wiele rzeczy mój przyjacielu.

Jeszcze nigdy tak źle na scenie się nie czułem. A gdy przyszedł czas na informacje zwrotne, to zastanawiałem się czy w dziwny sposób po prostu nie zniknąć.

Musiałem usłyszeć te słowa:

"Cezary każde twoje mowy nie mają celu."
"Żadna twoja mowa na której byłem nie była zgodna z podręcznikiem"

Starałem się to wytrzymać, ale nie dałem rady. Wyszedłem z sali bo wiedziałem, że nie dam rady się uśmiechać i zacząłem płakać.

Czy konkretnie te słowa wywołały we mnie taką reakcję, czy po prostu jakaś czara się przelała.

Ciężko mi powiedzieć. Nie chciałbym jednak, aby "każda" moja mowa została retro-aktywnie zniszczona przez tę jedną mowę. Czyli co, każdy mój wysiłek. Każda z moich 26 mów idzie teraz do kosza. Kto by pomyślał, że słowa "globalne" mają taką moc jeśli je wypowiesz naprawdę w złym momencie.

Jedno było pewne mój umysł będzie kojarzył te słowa z tym bólem. Moja odwaga i otwartość na scenie mnie zawiodły.

Ta kotwica będzie dużym problemem.

Ciężar pozostaje nie rozwiązany

Problem wydawał się łatwy do rozwiązania. Wystarczy zrobić kolejną mowę.

Niestety konkurs humorystyczny nie okazał się dobrym pomysłem, gdyż nie mogłem nawet zebrać "pozytywnych" odczuć na tej scenie. Humor, jak mam dać z siebie humor w takiej sytuacji.

W innych klubach nie było lepiej.

Przychodzenie do tego klubu tylko przypominało mi o tym dyskomforcie.

W październiku zrobiłem mowę informacyjną. Myślę sobie, no tego nie da się zawalić. Moim celem jest poinformować kogoś. Zrobiłem więc mowę o 3 strukturach w Storytellingu i wszystkim się podobało.

Niestety nikt nie pamiętał tej mowy. Później ludzie i tak przypominali mi o tamtej mowie.

Przestałem przemawiać i pojawiać się w ToastMaster w ogóle.

Na szczęście na innych konferencjach nie odczuwałem tych emocji. Kocham Białystok.

Rozmyślanie i zmierzenie się w końcu z problemem

Niestety nie jest to wpis o tym, dlaczego w swoich informacjach zwrotnych nie używać słów "każda", lub "żadna". Oczywiście nie warto stosować takich słów globalnych w jakiejkolwiek sferze życia. A jeśli myślisz inaczej to osobiście zrobię ci wjazd na chatę.

Jest to jednak wpis o tym, jak musiałem poradzić sobie z tym ciężarem.

Czy nie byłoby to wspaniałe, aby uświadomić sobie, że za wszystkie swoje emocje musimy odpowiadać sami.

Mógłbym obwinić cały klub za zaistniałą sytuację. Mógłbym obwinić osobę, która zleciła mi tę mowę, bo do klubu jest potrzebna mowa zaawansowana, a ja i tak miałem za dużo na głowie. Mógłbym obwinąć osobę, która powiedziała te zdania. Mógłbym obwinąć koleżanki i kolegów, którzy zapamiętali tę mowę, a nie tę najświeższą, czy moje inne mowy. 

Tyle opcji do wyboru. Wystarczy wrzasnąć jak dziecko "nie rozumiesz moich uczuć :(" i udawać, że jestem jakimś artystą.

Jaki to by miało jednak sens? Ja tak jednak nie działam.

I wszystko przez słowa.

Bo każda twoja mowa. Bo każda twoja mowa. Bo każda twoja mowa.

Bo żadna twoja mowa. Bo żadna twoja mowa. Bo żadna twoja mowa.

Kto by pomyślał, że jeden wyraz tak może tak boleć.

Wszystko i nic. Każda i żadna. Zawsze i nigdy

Tylko co to znaczy? Znaczy to, że wszystkie 28 mów, które wygłosiłem w ToastMasters były bez celu. Raczej nie. Zwłaszcza, że ta osoba nie mogła zobaczyć tych wszystkich mów, zwłaszcza tych w Białymstoku i w Łodzi.

Z innej strony już wygłosiłem mowę, która potrafiła udowodnić, że tak mogę zrobić mowę z celem, jasnym zakończeniem i wezwaniem do działania.

To jednak nie pomogło.

Zdecydowanie na tym etapie jest to problem emocjonalny. Moje ciało i dusza odmawiają posłuszeństwa na tej scenie. Mój PATHOS nie wyjdzie tak, jakbym tego chciał. Część mnie ma zadyszkę.

To uczucie jest jednak takie ciężkie, że w sumie może powinienem odejść z Toastmaster w ogóle. Robiąc te 28 mów osiągnąłem to, co chciałem. Chciałem nauczyć się otwartości i zdobyć odwagę do wyrażania swoich emocji.

Kto wie może powinien zapisać się na warsztaty improwizacyjne zamiast do Toastmaster, skoro taki był mój cel.

Co jednak dalej? Być może nie mam zielonego pojęcia. Po co mi są w ogóle kluby Toastmasters "teraz"? A z drugiej strony ludzie chcą, abym robił mowy zaawansowane. Jednak czy ja tutaj pasuję?

Co dalej?

Spojrzałem w głąb siebie, swego lustra. To nie pierwszy raz na scenie, gdy coś poszło nie tak. To nie pierwszy raz, gdy ktoś powiedział mi coś nieprzyjemnego.

Te słowa zapewne tak by nie bolały, gdyby ta osoba nie miała takiego "autorytetu", co nie?

Muszę być gotowy jednak na prawdziwy świat .

Gdzie słowa, nawet jeśli będą niezasłużone, nie będą przyjemne . Mogą one paść od każdego: od przyjaciela, trenera, przyjaciółki, koleżanki, starszego kolegi, doświadczonego mówcy, rodziny, znajomego.

Każdego, kogo słowa mogą mieć dla mnie wartość, mogą też mnie zranić.

W co, więc powinienem się uzbroić przed każdym słowem. Stworzyć wiele warstw dostępu do mojego serca i duszy. Tak żadne słowa już mnie nie zranią.

Oczywiście, że nie. To byłoby sprzeczne z moją filozofią, że każdy człowiek jest dobry. Poza tym już to raz zrobiłem i to nic nie dało.

Zapisałem się do ToastMasters by ćwiczyć "otwartość". Zdaje się, że jest to ostatnia próba.

Czy to nie dlatego chciałem przemawiać by stanąć twarzą w twarz ze swoim najgorszym koszmarem. By stanąć na scenie i zobaczyć te znudzone twarze, te oczy, które na mnie patrzą, a potem walczyć o każdą sekundę ich uwagi.

"Cezary każde twoje mowy nie mają celu."

"Żadna twoja mowa na której byłem nie była zgodna z podręcznikiem"

Naginałem zasady? Czasami tak, ale nie zawsze.

Fakt wielka zmora w ToastMaster polega na tym, że jak jest inspiracja do napisania mowy, to później ta mowa niekoniecznie pasuje do określonego celu projektu.

Jest to też wielka zmora podręczników zaawansowanych, gdzie widać, że brakuje osób, które by wytłumaczyły jak ten dany projekt dobrze poprowadzić.

Nie będę kłamał mnie też do dotyczyło. Wiedziałem o tym i dlatego powinienem się wycofać.

Teraz to nie jest problem. Jestem uzbrojony w wiedzę i co więcej mam czas czytać swój różowy notes pełen notatek z różnych szkoleń. Jestem gotowy od strony logicznej.

A jak poradzić sobie z tym ciężarem emocjonalnym. Tym bólem.

Każda i żadna

Abstrakcja patosu, skomplikowane emocje przełożone na papier. Chaos, ciemność i mrok. Sprowadzone do jednego punktu, który w każdej chwili może przerodzić się w zero.

Życie nie ma wstępu, rozwinięcia i co gorsza zakończenia z wezwaniem do działania.

Każda chwila życia wydaje się bezużyteczna, bo nie ma ona znaczenia. Monotonia, losowość, brak sensu, brak wyjątkowości i inni ludzie.

Bezużyteczne, wszystko jest bezużyteczne.

Istnieje jednak biały papier a z nim słowa. Słowa, które próbują z tego chaosu i czasem z bardzo negatywnych emocji zrobić ład, porządek i strukturę.

Tak, by walczyć o to, aby każda przeszła chwila naszego życia miała sens w punkcie przyszłym.

Tak, by nawet ból miał sens i motywował nas dalej.

Czas zabrać swoją "otwartość" na zupełnie inny poziom. Chcę iść do przodu.

Cześć mój przyjacielu. To ty jesteś tym bólem w mojej klatce piersiowej w tej sprawie. Przyszedł czas by tobie też nadać sens.

Proszę przyjacielu pomóż mi osiągnąć następny etap "otwartości". Uczyń mnie silnym. Pokaż mi drogę.
Cezary Walenciuk
Nazywam się Cezary Walenciuk. Pracuję w Warszawie przy różnych projektach webowych i mobilnych. Moim marzeniem jest pomaganie innym osobom, które zaczynają swoją przygodę z programowaniem. Jeśli chcesz mi pomóc użyj któregoś z przycisków na dole bądź dodaj komentarz.

blog comments powered by Disqus